-Nic nie szkodzi...-powiedziałam prawie szeptem.Nagle brzuch zaczął mi prawie pękać z bólu,ale próbowałam to ukryć.Łzy lały mi się strumieniami,ale teraz z bólu.Bałam się,że to już.Jęknęłam cicho...Odwróciłam się do niego automatycznie nie wiem czemu.On chyba wiedział że to już.Ruszyłam powoli ostatkiem sił pod najbliższe drzewo.Po drodze upadłam na przednie kolana.Z ogromnym bólem podniosłam się i położyłam się pod drzewem.
<Fire?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz